- Panie doktorze! Obudziła się!- w moich uszach boleśnie zadzwonił damski głos. Dobiegły do mnie dwie ubrane na biało sylwetki.
- Gdzie ja do cholery jestem?- powtórzyłam nieco głośniej.
- Masz złamaną lewą rękę i prawą nogę. Poza tym masz stłuczony bark i jesteś mocno poobijana- odpowiedział mi stojący nade mną siwy mężczyzna w okularach. Sądząc po dosyć charakterystycznym ubiorze był to lekarz. Spróbowałam delikatnie poruszyć ręką i w momencie przeszył mnie trudny do opisania ból.
- Ale się załatwiłaś- kiedy mama wyszła aby omówić z lekarzem szczegóły dotyczące mojego wyjścia ze szpitala, przy moim łóżku usiadła Katy.
- Ile już tu leżę?- zapytałam słabym głosem.
- Dwa tygodnie- odpowiedziała patrząc na kroplówkę podającą mi niezbędne płyny.
- Wygrałam?
- Wygrałaś- Katy szeroko się uśmiechnęła i schyliła się aby mnie przytulić, jednak ja tylko syknęłam z bólu.- Zapomniałam, że jesteś w gipsie- dodała ironicznie i ponownie zapatrzyła się w kroplówkę.
- Co z moim Lamborghini?- w moich oczach zabłysnęły iskierki ciekawości.
- Myślę, że nie ma sensu urządzać mu pogrzebu- dziewczyna krzywo się uśmiechnęła pokazując tym samym dołeczki w policzkach. Ciężko westchnęłam. Zapanowała niezręczna cisza.
- Kiedy mi to zdejmą?- wzrokiem wskazałam gips na ręce.
- Możliwe, że za kilka tygodni będziesz mogła pozbyć się gipsu.
- Nie wytrzymam tak długo- jęknęłam rozpaczliwie.
- Ciesz się, że skończyło się na kilku niegroźnych złamaniach, bo moim zdaniem, po tym co zrobiłaś powinnaś spędzić tu znacznie dłużej. Masz szczęście, masz ogromne szczęście, ale długo na nim nie zajedziesz. Weź się w garść i zajmij czymś bardziej...bezpiecznym.
- Mówisz jak moja matka. Zupełnie nie rozumiesz, że tylko to sprawia mi prawdziwą przyjemność, dodaje adrenaliny, krótko mówiąc...to mnie kręci.
- Kręci cię coś, przez co możesz stracić życie?
- Właśnie tak. I prawdopodobnie dasz mi podobny wykład i po raz kolejny zadasz mi to samo pytanie kiedy znowu wyląduję w szpitalu. Dla mnie to już tylko niepotrzebna rutyna- wzruszyłam zdrowym ramieniem.
- Po co się wysilam? Przecież kiedy już będziesz w stanie usiąść za kierownicą i tak zrobisz to samo.
- W końcu mnie zrozumiałaś- spojrzałam na przyjaciółkę z ulgą i uśmiechem na ustach.
- Mogłabyś się pośpieszyć?! Naprawdę nie mam ochoty wyczekiwać godzinami aż w końcu zdecydujesz się, w których majtkach ci najwygodniej!- krzyknęłam stojąc pod drzwiami łazienki, z której chwilę później wyszła Katy.
- Jestem gotowa- oznajmiła i niedługo potem stałyśmy już na parkingu przed niemałą galerią handlową.
- Nareszcie- odetchnęłam i w pierwszym momencie skierowałam się do h&m i od razu porwał nas szał zakupów. Nietrudno było znaleźć pierwsze, wpadające w oko rzeczy. Z dwoma parami spodni, koszulką i marynarką ruszyłam do przymierzalni. Katy stanęła przed nią i oceniała każdą przymierzoną przeze mnie część garderoby. Z już wybranymi rzeczami wyszłam z przymierzalni. Katy nie było. Zauważyłam ją przed drzwiami zaplecza służbowego. Rozmawiała z kimś, jednak nie widziałam osoby, do której skierowane były bądź co bądź ostre słowa padające z jej ust.
- Naprawdę nie mam ochoty dłużej na ciebie patrzeć. Najlepiej będzie jak teraz, tak samo jak przed dwoma laty po prostu odejdziesz. Odejdź i więcej nie wracaj. Nie niszcz tego co przez dwa lata zdołałam odbudować- westchnęła i schowała twarz w dłoniach.
- Daj nam szansę- usłyszałam błagalny męski głos.
- Nie ma już nas- ponownie rozbrzmiał łamiący się głos Katy.- Proszę cię idź, idź i zabierz wszystkie wspomnienia. Po tak długim czasie jesteś dla mnie niemalże obcym człowiekiem. Wróć do swoich zajęć, ja wrócę do swoich. Spróbuj zrobić to tak- jej głos zadrżał.- jakby nic między nami nie było. Jakbyśmy nigdy się nie poznali.
Wyszłam zza rogu i zobaczyłam Katy, w jej oczach lśniły z trudem powstrzymywane łzy. Naprzeciwko niej stał chłopak. Wysoki brunet o ciemniejszej od naszej karnacji i czekoladowych zapłakanych tęczówkach. Podeszłam do przyjaciółki.
- O co chodzi?- zapytałam twardo wpatrując się w chłopaka.
- Nic się nie stało... Wszystko w porządku...- Katy wzięła głęboki oddech.- Możemy już iść?
- Zaczekaj chwilę- poprosiłam.- Kto to jest i dlaczego przez niego płaczesz?- mój wzrok podążył w stronę bruneta.
- On...- spojrzała w tą samą stronę.- On jest nikim- w jej oczach znów stanęły łzy.
- Nikim?- wyszeptał chłopak patrząc Katy prosto w oczy.
- W takim razie możemy już iść- zignorowałam pytanie nieznajomego, złapałam Katy za rękę i skierowałam w stronę kas. Chłopak cały czas śledził nas wzrokiem. Zapłaciłam za zakupy i wyszłyśmy ze sklepu.
- Kto to był?- zapytałam po chwili wahania. Katy usiadła na jednej z ławek i gorzko się rozpłakała. Usiadłam przy niej i objęłam ją ramieniem.
- Kto to był?- powtórzyłam pytanie.
- To... Był mój były- zaszlochała.
- Nie... Nie wierzę, przecież znałam każdą osobę, która się do ciebie zbliżyła. Każdą prawda?
- Nie do końca- Katy otarła łzy i spojrzała w sufit unikając mojego wzroku.
- Czy on cię skrzywdził?
- On mnie zdradził- odpowiedziała beznamiętnie.- Kiedy dowiedział się o castingu do siódmej edycji X-factor w ogóle nie brał pod uwagę udziału w show. Długo zajęło zarówno mnie, jak i mamie Malika namawianie go na pokazanie całemu światu talentu jaki posiada. Nie wierzył w siebie. Chciał ten czas poświęcić mnie...nam. Malik przeszedł casting, jednak wcale nie był z tego powodu taki szczęśliwy jakby się mogło wydawać. Cierpiał, cierpiał bo wiedział, że już nie spędzimy razem każdego popołudnia, że będziemy widywać się coraz rzadziej. W końcu przyzwyczaił się do życia na scenie i... i wtedy dowiedziałam się, że mnie zdradził. Wiedziałam już, że to koniec, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Ale nadal tęskniłam za jego ciepłem, za wpatrzonymi we mnie oczami, za jego śmiechem i za tym...że był- w tym momencie znów się rozpłakała.
- Zabiję gnoja- warknęłam i energicznie wstałam z miejsca, ale Katy pohamowała moją wściekłość łapiąc mnie za rękę.
- Chodź, nie ma sensu, żebyś przeze mnie zrezygnowała z zakupów- pociągnęła nosem i wstała wskazując kolejny sklep.
Po udanych zakupach z pełnymi torbami wróciłyśmy do domu. Zupełnie zapomniałam dodać, że mieszkamy naprzeciwko siebie. Humor Katy uległ znacznej poprawie, ale widziałam, że wciąż wraca myślami do Zayna Malika. Pewnie zupełnie by o nim zapomniała, gdyby nie to co zobaczyłyśmy po powrocie. Na schodach siedział skulony chłopak, głowę schował w ramionach. Na nasz widok wstał i podbiegł do Katy.
- Proszę, wysłuchaj mnie- błagając złapał Katy za ramiona, jednak ta, szybko go od siebie odsunęła.- Ja chcę ci wszystko wyjaśnić!
- Przychodzisz do mnie dwóch latach i co chcesz wyjaśniać?- Katy spojrzała na niego błyszczącymi od małych kropelek oczami.
- Słuchaj mnie uważnie...- zaczęłam pełnym złości głosem i złapałam chłopaka za nadgarstek.
- Nie masz pojęcia o co chodzi, ja sam się w tym gubię, więc zostaw mnie i w spokoju zajmij się sobą- zwrócił się do mnie brunet.
- Lepiej niż ci się wydaje wiem o co chodzi i wiem też, że jeżeli za 10 sekund nadal będziesz stał w tym samym miejscu możesz skończyć z podbitym okiem i złamanym nosem- warknęłam.
- Czy ty naprawdę myślisz, że możesz mi cokolwiek zro...- urwał bo w tym momencie wymierzyłam mu jeden z najsilniejszych na jaki było mnie stać cios prosto w oko. Mulat złapał się za bolące miejsce a Katy spojrzała na mnie przerażona.
- Nadal uważasz, że jestem zupełnie niegroźna? Jeżeli zmieniłeś zdanie to szybko się stąd usuń bo zajmę się też wcześniej wspomnianym nosem- poradziłam. Oko Malika było czerwone i zaczynało lekko puchnąć. Zayn spuścił głowę w dół i przełknął ślinę. Nie podnosząc wzroku zbiegł schodami w dół. Po policzkach Katy popłynęły łzy. Przytuliłam ją i skierowałyśmy się w stronę jej drzwi. Weszłyśmy do dwupoziomowego apartamentu. Jej rodziców nie było w domu, więc tym samym uniknęłyśmy dodatkowych pytań. Usiadłyśmy na łóżku, złapałam przyjaciółkę za ręce i spojrzałam w jej zapłakane oczy.
- A teraz powiedz mi: co się wydarzyło w tym sklepie?
- Czekałam na ciebie- mówiła przez łzy.- I usłyszałam za sobą jego głos. Przez chwilę milczeliśmy...- znów wybuchnęła płaczem. Objęłam ją, wtuliła głowę w moje ramię. Koszula, którą miałam na sobie była mokra od jej łez.
- Już nic nie mów... Wiem co było dalej- głaskałam ją po włosach.- Tylko nie rozumiem dlaczego nie powiedziałaś mi o nim wcześniej.
- Nie wiedział o nas nikt oprócz rodziców moich i jego- wyszlochała.
- Debil- mruknęłam.
- Idiota- stwierdziła Katy.
- Przynajmniej w tej kwestii myślimy podobnie- zaśmiałam się, aby dodać otuchy przyjaciółce. Uśmiechnęła się. Twarz miała jeszcze zalaną łzami.
- Jak ci poszło?- usłyszałem gdy tylko przestąpiłem próg domu. Bez słowa wszedłem do salonu, w którym zebrani byli chłopcy.
- Jej chłopak, co?- Harry bardziej stwierdził niż zapytał.
- Przyjaciółka- odburknąłem. Koledzy spojrzeli po sobie, a po ich twarzach przebiegły kpiące uśmieszki.
- Pobiła cię dziewczyna?- spytał Louis nie dowierzając.
- Tak, pobiła mnie dziewczyna. Tak, jestem skończonym idiotą. Tak, debil ze mnie. I tak mam kompletnego doła, coś jeszcze?- moje oczy momentalnie się zaszkliły. Pozostali milczeli.
- Na wywiadzie raczej się tak jutro nie pokażesz- postanowił Liam.
- Nie pokażę się ani na wywiadzie, ani na próbie, ani na koncercie- wbiłem wzrok w podłogę, na którą zaczęły kapać łzy. Gorzkie łzy rozpaczy, bezsilności i żalu. Cholernego żalu, który zawładnął moim sercem w tej jednej chwili.
- Jest jeden plus- zaczął Niall z ustami pełnymi chipsów. Wszyscy spojrzeli na niego w zdziwieniu.- Nie ma chłopaka.
- Zamknij się- warknął Liam.
- Dobrze wiesz, że wezmę udział w tym wyścigu: z twoją zgodą, czy bez- powiedziałam ze szczoteczką w buzi.- Nie jestem małym dzieckiem. Jestem dorosłą osobą mogącą decydować o tym, co chcę w życiu robić.
- Kręci cię coś, przez co możesz stracić życie?
- Właśnie tak. I prawdopodobnie dasz mi podobny wykład i po raz kolejny zadasz mi to samo pytanie kiedy znowu wyląduję w szpitalu. Dla mnie to już tylko niepotrzebna rutyna- wzruszyłam zdrowym ramieniem.
- Po co się wysilam? Przecież kiedy już będziesz w stanie usiąść za kierownicą i tak zrobisz to samo.
- W końcu mnie zrozumiałaś- spojrzałam na przyjaciółkę z ulgą i uśmiechem na ustach.
- Mogłabyś się pośpieszyć?! Naprawdę nie mam ochoty wyczekiwać godzinami aż w końcu zdecydujesz się, w których majtkach ci najwygodniej!- krzyknęłam stojąc pod drzwiami łazienki, z której chwilę później wyszła Katy.
- Jestem gotowa- oznajmiła i niedługo potem stałyśmy już na parkingu przed niemałą galerią handlową.
- Nareszcie- odetchnęłam i w pierwszym momencie skierowałam się do h&m i od razu porwał nas szał zakupów. Nietrudno było znaleźć pierwsze, wpadające w oko rzeczy. Z dwoma parami spodni, koszulką i marynarką ruszyłam do przymierzalni. Katy stanęła przed nią i oceniała każdą przymierzoną przeze mnie część garderoby. Z już wybranymi rzeczami wyszłam z przymierzalni. Katy nie było. Zauważyłam ją przed drzwiami zaplecza służbowego. Rozmawiała z kimś, jednak nie widziałam osoby, do której skierowane były bądź co bądź ostre słowa padające z jej ust.
- Daj nam szansę- usłyszałam błagalny męski głos.
- Nie ma już nas- ponownie rozbrzmiał łamiący się głos Katy.- Proszę cię idź, idź i zabierz wszystkie wspomnienia. Po tak długim czasie jesteś dla mnie niemalże obcym człowiekiem. Wróć do swoich zajęć, ja wrócę do swoich. Spróbuj zrobić to tak- jej głos zadrżał.- jakby nic między nami nie było. Jakbyśmy nigdy się nie poznali.
Wyszłam zza rogu i zobaczyłam Katy, w jej oczach lśniły z trudem powstrzymywane łzy. Naprzeciwko niej stał chłopak. Wysoki brunet o ciemniejszej od naszej karnacji i czekoladowych zapłakanych tęczówkach. Podeszłam do przyjaciółki.
- O co chodzi?- zapytałam twardo wpatrując się w chłopaka.
- Nic się nie stało... Wszystko w porządku...- Katy wzięła głęboki oddech.- Możemy już iść?
- Zaczekaj chwilę- poprosiłam.- Kto to jest i dlaczego przez niego płaczesz?- mój wzrok podążył w stronę bruneta.
- On...- spojrzała w tą samą stronę.- On jest nikim- w jej oczach znów stanęły łzy.
- Nikim?- wyszeptał chłopak patrząc Katy prosto w oczy.
- W takim razie możemy już iść- zignorowałam pytanie nieznajomego, złapałam Katy za rękę i skierowałam w stronę kas. Chłopak cały czas śledził nas wzrokiem. Zapłaciłam za zakupy i wyszłyśmy ze sklepu.
- Kto to był?- zapytałam po chwili wahania. Katy usiadła na jednej z ławek i gorzko się rozpłakała. Usiadłam przy niej i objęłam ją ramieniem.
- Kto to był?- powtórzyłam pytanie.
- To... Był mój były- zaszlochała.
- Nie... Nie wierzę, przecież znałam każdą osobę, która się do ciebie zbliżyła. Każdą prawda?
- Nie do końca- Katy otarła łzy i spojrzała w sufit unikając mojego wzroku.
- Czy on cię skrzywdził?
- On mnie zdradził- odpowiedziała beznamiętnie.- Kiedy dowiedział się o castingu do siódmej edycji X-factor w ogóle nie brał pod uwagę udziału w show. Długo zajęło zarówno mnie, jak i mamie Malika namawianie go na pokazanie całemu światu talentu jaki posiada. Nie wierzył w siebie. Chciał ten czas poświęcić mnie...nam. Malik przeszedł casting, jednak wcale nie był z tego powodu taki szczęśliwy jakby się mogło wydawać. Cierpiał, cierpiał bo wiedział, że już nie spędzimy razem każdego popołudnia, że będziemy widywać się coraz rzadziej. W końcu przyzwyczaił się do życia na scenie i... i wtedy dowiedziałam się, że mnie zdradził. Wiedziałam już, że to koniec, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Ale nadal tęskniłam za jego ciepłem, za wpatrzonymi we mnie oczami, za jego śmiechem i za tym...że był- w tym momencie znów się rozpłakała.
- Zabiję gnoja- warknęłam i energicznie wstałam z miejsca, ale Katy pohamowała moją wściekłość łapiąc mnie za rękę.
- Chodź, nie ma sensu, żebyś przeze mnie zrezygnowała z zakupów- pociągnęła nosem i wstała wskazując kolejny sklep.
Po udanych zakupach z pełnymi torbami wróciłyśmy do domu. Zupełnie zapomniałam dodać, że mieszkamy naprzeciwko siebie. Humor Katy uległ znacznej poprawie, ale widziałam, że wciąż wraca myślami do Zayna Malika. Pewnie zupełnie by o nim zapomniała, gdyby nie to co zobaczyłyśmy po powrocie. Na schodach siedział skulony chłopak, głowę schował w ramionach. Na nasz widok wstał i podbiegł do Katy.
- Proszę, wysłuchaj mnie- błagając złapał Katy za ramiona, jednak ta, szybko go od siebie odsunęła.- Ja chcę ci wszystko wyjaśnić!
- Przychodzisz do mnie dwóch latach i co chcesz wyjaśniać?- Katy spojrzała na niego błyszczącymi od małych kropelek oczami.
- Słuchaj mnie uważnie...- zaczęłam pełnym złości głosem i złapałam chłopaka za nadgarstek.
- Nie masz pojęcia o co chodzi, ja sam się w tym gubię, więc zostaw mnie i w spokoju zajmij się sobą- zwrócił się do mnie brunet.
- Lepiej niż ci się wydaje wiem o co chodzi i wiem też, że jeżeli za 10 sekund nadal będziesz stał w tym samym miejscu możesz skończyć z podbitym okiem i złamanym nosem- warknęłam.
- Czy ty naprawdę myślisz, że możesz mi cokolwiek zro...- urwał bo w tym momencie wymierzyłam mu jeden z najsilniejszych na jaki było mnie stać cios prosto w oko. Mulat złapał się za bolące miejsce a Katy spojrzała na mnie przerażona.
- Nadal uważasz, że jestem zupełnie niegroźna? Jeżeli zmieniłeś zdanie to szybko się stąd usuń bo zajmę się też wcześniej wspomnianym nosem- poradziłam. Oko Malika było czerwone i zaczynało lekko puchnąć. Zayn spuścił głowę w dół i przełknął ślinę. Nie podnosząc wzroku zbiegł schodami w dół. Po policzkach Katy popłynęły łzy. Przytuliłam ją i skierowałyśmy się w stronę jej drzwi. Weszłyśmy do dwupoziomowego apartamentu. Jej rodziców nie było w domu, więc tym samym uniknęłyśmy dodatkowych pytań. Usiadłyśmy na łóżku, złapałam przyjaciółkę za ręce i spojrzałam w jej zapłakane oczy.- A teraz powiedz mi: co się wydarzyło w tym sklepie?
- Czekałam na ciebie- mówiła przez łzy.- I usłyszałam za sobą jego głos. Przez chwilę milczeliśmy...- znów wybuchnęła płaczem. Objęłam ją, wtuliła głowę w moje ramię. Koszula, którą miałam na sobie była mokra od jej łez.
- Już nic nie mów... Wiem co było dalej- głaskałam ją po włosach.- Tylko nie rozumiem dlaczego nie powiedziałaś mi o nim wcześniej.
- Nie wiedział o nas nikt oprócz rodziców moich i jego- wyszlochała.
- Debil- mruknęłam.
- Idiota- stwierdziła Katy.
- Przynajmniej w tej kwestii myślimy podobnie- zaśmiałam się, aby dodać otuchy przyjaciółce. Uśmiechnęła się. Twarz miała jeszcze zalaną łzami.
~Zayn~
- Jej chłopak, co?- Harry bardziej stwierdził niż zapytał.
- Przyjaciółka- odburknąłem. Koledzy spojrzeli po sobie, a po ich twarzach przebiegły kpiące uśmieszki.
- Pobiła cię dziewczyna?- spytał Louis nie dowierzając.
- Tak, pobiła mnie dziewczyna. Tak, jestem skończonym idiotą. Tak, debil ze mnie. I tak mam kompletnego doła, coś jeszcze?- moje oczy momentalnie się zaszkliły. Pozostali milczeli.
- Na wywiadzie raczej się tak jutro nie pokażesz- postanowił Liam.
- Nie pokażę się ani na wywiadzie, ani na próbie, ani na koncercie- wbiłem wzrok w podłogę, na którą zaczęły kapać łzy. Gorzkie łzy rozpaczy, bezsilności i żalu. Cholernego żalu, który zawładnął moim sercem w tej jednej chwili.
- Jest jeden plus- zaczął Niall z ustami pełnymi chipsów. Wszyscy spojrzeli na niego w zdziwieniu.- Nie ma chłopaka.
- Zamknij się- warknął Liam.
~Następnego dnia~
Słońce wpadało do pokoju przez duże okna. Leniwie się przeciągnęłam i niechętnie spojrzałam na zegarek. Widząc, która godzina szybko zerwałam się z łóżka chwytając w biegu przygotowane dzień wcześniej ubrania. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!- krzyknęłam wciągając spodnie. Do pokoju weszła wyraźnie zdenerwowana mama.
- Gdzie tak pędzisz? Obudziłaś Kacpra.
- Gdzie tak pędzisz? Obudziłaś Kacpra.
- Mamo nie mam czasu- ponownie spojrzałam na zegarek.- Za godzinę wyścig, którego nie mogę przegapić- wbiegłam do łazienki i sięgnęłam po różową szczoteczkę do zębów.
- O nie moja droga- mama stanęła w drzwiach łazienki.- Właśnie przez taki wyścig dwa miesiące temu leżałaś w szpitalu. Nie ma mowy. Nigdzie nie idziesz- postanowiła.
Mama litościwie kiwając głową opuściła mój pokój. Po zakończeniu codziennej toalety, do dużej torby spakowałam mój kombinezon i wybiegłam z domu. Skierowałam się do mieszkania naprzeciwko. Zadzwoniłam raz i drugi, aż w końcu drzwi otworzyła mi zaspana Katy w piżamie.
- Ubieraj się, nie mamy czasu- popędziłam przyjaciółkę mijając ją w drzwiach.
- Na co nie mamy czasu?- spojrzała na mnie zaskoczona.
- Tylko mi nie mów, że zapomniałaś- posłałam jej nerwowe spojrzenie.
- Cholera- mruknęła i pognała do łazienki. Zrezygnowana usiadłam na kanapie w salonie. Jak widać rodzice Katy już od samego rana są w firmie. Wielką reklamówkę z kombinezonem postawiłam obok kanapy. Katy krążyła między garderobą a łazienką. W końcu się doczekałam, a z łazienki wybiegła gotowa do wyjścia Katy.
- Zostało nam dwadzieścia minut- zauważyłam. Porwałam torbę z kombinezonem, złapałam przyjaciółkę za rękę i pognałyśmy schodami w dół.
- Nie mamy czasu czekać na windę- w ten sposób uzasadniłam gorączkowy bieg. Wyprowadziłam z garażu już wyremontowane Lamborghini Gallardo i na najwyższych obrotach puściłam się uliczkami Londynu. Kiedy dotarłyśmy na miejsce ja wjechałam do pomieszczenia przeznaczonego dla zawodników, natomiast Katy udała się schodami w górę, w stronę publiczności. Gdy wyjechaliśmy z garaży ustawiając się na starcie, z dołu widziałam zaciśnięte kciuki Katy.
~Katy~
- Tylko żeby się nie zabiła- szeptałam sama do siebie. Ruszyli. Szukając wśród tłumu ludzi najlepszego miejsca do obserwacji wyścigu, zauważyłam w oddali czwórkę chłopaków. Odwróciłam od nich wzrok i oparłam się o barierkę uważnie obserwując utrzymujące się na prowadzeniu Lamborghini Camilli. Wiedziałam, jak bardzo zależy jej na wygranej, więc życzyłam jej z całego serca. Poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Zaczęłam rozglądać się dookoła. Wśród tłumu ludzi nie dostrzegłam nic podejrzanego. W tym momencie podbiegł do mnie...
- Proszę wysłuchaj mnie. Będę błagał, czołgał się, klęczał, co tylko zechcesz tylko mnie wysłuchaj- oko Malika rzeczywiście nie wyglądało ciekawie. Było nieco spuchnięte i czerwone.
- Ja...- westchnęłam i uniosłam wzrok ku niebu.- Nie tutaj.
Zayn niepewnie schował moją dłoń w swojej dłoni i ostrożnie pokonaliśmy widzów, docierając do drewnianych budek, tutaj nazwanych szatniami. Zatrzymaliśmy się. Chłopak nie bardzo wiedział od czego zacząć. Puścił moją rękę i spojrzał mi w oczy.
- Kompletnie nie rozumiem dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać.
- Nie rozumiesz? A nie przyszło ci do głowy, że z kimś kto cię oszukał, zdradził i porzucił, dla własnego komfortu raczej się nie rozmawia?- zebrałam się w sobie i właśnie teraz, właśnie w tym momencie postanowiłam wszystko wyjaśnić. Raz na zawsze i wreszcie mieć święty spokój, czyste sumienie i ograniczoną liczbę nieprzespanych nocy.
- Właśnie to chciałem wyjaśnić- Malik położył mi rękę na ramieniu, jednak ja zdecydowanym ruchem ją zsunęłam.
- Zayn, tu nie ma co wyjaśniać- pokręciłam głową, aby podkreślić prawdziwość moich słów.
- Jest więcej niż ci się wydaje- chciałam zaprzeczyć, ale chłopak skutecznie mi to uniemożliwił.- Czy ty naprawdę wierzysz, że cię zdradziłem? Że kiedykolwiek kochałem kogoś równie mocno jak ciebie? Przez te dwa lata zbierałem się w sobie, żeby w końcu wyznać ci prawdę, a ty mnie odrzuciłaś, olałaś. W dodatku twoja przyjaciółeczka urządziła mnie tak, że nie mogę pokazać się wśród ludzi, tak, by uniknąć setki pytań.
- Dziwisz jej się? Ja wcale. Jesteś idiotą Malik- wzięłam zamach i z całej siły uderzyłam bruneta w policzek, zostawiając na nim czerwony ślad mojej dłoni. Odwróciłam się i pewnym krokiem podeszłam do barierki wracając do śledzenia przebiegu wyścigu. Camilla w zawrotnym tempie zbliżała się do mety. Mocno zacisnęłam kciuki. Wyścig się zakończył a uczestnicy ruszyli do garaży. Odwróciłam się i zeszłam schodami w dół. Tak naprawdę większość wyścigu spędziłam na pozornej rozmowie z Zaynem. Weszłam do garażu, w którym znajdowała się Camilla.
- Udało się- powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach.
- Kto... Komu kibicował Zayn? Który z chłopaków brał udział w wyścigu?- zapytałam po chwili wahania.
- Zayn tu jest? Rozmawiał z tobą?
- Próbował- przyznałam.
- Mam okazję dokończyć metamorfozę tej pięknej buźki- Camilla puściła mi oczko.
W drzwiach garażu stanął Malik.
- Chcę tylko rozmowy- tłumaczył.- Zależy mi na tobie- zwrócił się do mnie.
- W takim razie słucham- założyłam ręce na piersiach.
- Wolałbym na osobności- znacząco spojrzał na Camillę. Wykonałam gest świadczący o tym, że może wyjść. Posyłając Malikowi groźne spojrzenie wyszła z garażu. Zayn wziął głęboki oddech.
- Kocham cię- wyszeptał drżącym głosem.
- Zdradziłeś mnie- przypomniałam.
- Nigdy cię nie zdradziłem i nigdy nie kochałem innej dziewczyny równie mocno jak ciebie. Tak bardzo chciałbym cię odzyskać.
- Nie zdradziłeś mnie?
- Nie- przecząco pokręcił głową.
- Ja... Potrzebuję czasu. Muszę się z tym oswoić.
- Myślisz, że jeszcze mamy szansę być szczęśliwi?- spojrzał mi w oczy. Jego brązowe tęczówki zalśniły. Milczałam. Minęłam bruneta i wyszłam z garażu.
- Dziwisz jej się? Ja wcale. Jesteś idiotą Malik- wzięłam zamach i z całej siły uderzyłam bruneta w policzek, zostawiając na nim czerwony ślad mojej dłoni. Odwróciłam się i pewnym krokiem podeszłam do barierki wracając do śledzenia przebiegu wyścigu. Camilla w zawrotnym tempie zbliżała się do mety. Mocno zacisnęłam kciuki. Wyścig się zakończył a uczestnicy ruszyli do garaży. Odwróciłam się i zeszłam schodami w dół. Tak naprawdę większość wyścigu spędziłam na pozornej rozmowie z Zaynem. Weszłam do garażu, w którym znajdowała się Camilla.
- Udało się- powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach.
- Kto... Komu kibicował Zayn? Który z chłopaków brał udział w wyścigu?- zapytałam po chwili wahania.
- Zayn tu jest? Rozmawiał z tobą?
- Próbował- przyznałam.
- Mam okazję dokończyć metamorfozę tej pięknej buźki- Camilla puściła mi oczko.
W drzwiach garażu stanął Malik.
- Chcę tylko rozmowy- tłumaczył.- Zależy mi na tobie- zwrócił się do mnie.
- W takim razie słucham- założyłam ręce na piersiach.
- Wolałbym na osobności- znacząco spojrzał na Camillę. Wykonałam gest świadczący o tym, że może wyjść. Posyłając Malikowi groźne spojrzenie wyszła z garażu. Zayn wziął głęboki oddech.
- Kocham cię- wyszeptał drżącym głosem.
- Zdradziłeś mnie- przypomniałam.
- Nigdy cię nie zdradziłem i nigdy nie kochałem innej dziewczyny równie mocno jak ciebie. Tak bardzo chciałbym cię odzyskać.
- Nie zdradziłeś mnie?
- Nie- przecząco pokręcił głową.
- Ja... Potrzebuję czasu. Muszę się z tym oswoić.
- Myślisz, że jeszcze mamy szansę być szczęśliwi?- spojrzał mi w oczy. Jego brązowe tęczówki zalśniły. Milczałam. Minęłam bruneta i wyszłam z garażu.





