Imaginy

Imagin z Louisem cz. 1 
~ Twoimi oczami~


   Leżałam bezwładnie na łóżku mojego chłopaka, jeśli w ogóle można go tak nazwać, tusz spływał wraz z moimi łzami po polikach.  Czułam się okropnie wykorzystana i niedoceniana, wrak człowieka jednym słowem. Ten palant Jack wyszedł jak zwykle po alkohol oraz narkotyki, aby dać mi kolejną dawkę, a potem się zabawić, rano zostawiając mnie nagą i samą i tak w kółko. Kiedyś próbowałam się sprzeciwić, ale pobił mnie i wykorzystał, zadając znacznie większy ból. Przewróciłam się z trudem na poduszce, zobaczyłam butelki stojące od kilku dni, torebeczki po narkotykach i wiele innych rzeczy powodujących bałagan, który mnie otaczał. Udało mi się wstać i w pierwszej chwili skierowałam się do łazienki  zahaczając przy okazji o szafę w poszukiwaniu czystych ubrań, których nie było zbyt wiele. Gdy byłam już gotowa, włączyłam pranie, posprzątałam butelki leżące na podłodze i zabierając pieniądze oraz telefon wyszłam zrobić małe zakupy, ponieważ lodówka świeciła pustkami. Założyłam ciemne okulary, buty i zamykając drzwi na klucz wyszłam do sklepu, rozmyślając o tym co by było gdyby....Nagle poczułam uderzenie, w tym samym momencie upadając na ziemię, a moje okulary spadły, w przypływie paniki odruchowo zakryłam twarz włosami.
   - Przepraszam- powiedział dość wysoki brunet z zamartwieniem na twarzy- Nic ci nie jest?
   - Nie- odburknęłam podnosząc okulary i błyskawicznie je zakładając.
   - Jak masz na imię?- spytał po chwili wahania, obdarzając mnie ciepłym uśmiechem.
   - Nie twój interes. Muszę już iść- powiedziałam przeciskając się obok niego przez tłum ludzi.
   - Poczekaj!- krzyknął, kiedy najprawdopodobniej nie stracił mnie z pola widzenia.


   Szybkim krokiem weszłam do sklepu, zabierając koszyk i kierując się tym samym na dział gdzie znajdował się nabiał, później pieczywo, jakieś picie i do kasy. Nie stałam długo w kolejce, gdy zapłaciłam, spakowałam zakupy do plastikowej siatki, po czym wyszłam z domu towarowego,  kierując  się w stronę parku. Nie chciałam wracać do mieszkania, do niego, tego, który tak bardzo mnie rani. Wiedziałam, że będzie wściekły. Nie mam gdzie iść. Rodzina, nigdy jej nie poznałam tak właściwie, rodzice zginęli w wypadku jak miałam cztery lata. Od tego czasu mieszkałam z ciocią, aż poznałam jego. Na początku był bardzo czarujący, później gdy się do niego wprowadziłam zaczęły się kłopoty, najpierw finansowe, a potem to. Usiadłam na ławce, podkurczyłam nogi, wtedy poczułam jak po mojej poobijanej twarzy lecą łzy smutku i cierpienia, które przyszło wraz z tymi wspomnieniami. Poczułam jak ktoś siada obok mnie i mierzy wzrokiem, odwróciłam się, chcąc zobaczyć, kto jest tą osobą, wtedy znów ujrzałam bruneta, z tej odległości wydawał się jeszcze bardziej przystojny.

   - Dowiem się wreszcie jak masz na imię?- spytał przesyłając mi uroczy uśmiech.
   - [T/I]- oddałam uśmiech podając w tym samym momencie rękę szarookiemu, ale dopiero teraz dostrzegłam w nich przebłyski niebiańskiego błękitu.
   -Pięknie imię dla pięknej kobiety- Wraz z wypowiedzeniem tych słów przez chłopaka, odczułam, że na moje policzki wlewa się rumieniec- Miło mi. Jestem Louis- Mówiąc to uniósł delikatnie moją dłoń i musnął ją swoimi ciepłymi wargami. Poczułam, iż piekąca czerwień nie schodzi z moje twarzy, powodując uśmiech na twarzy Louis'a. Chłopak rozpoczął następnym zdaniem nasz, trwającą pół godziny rozmowę o wszystkim i o niczym, wtedy...
   - Tu jesteś- usłyszałam za plecami głos Jack'a. Moje oczy napełniły się prażeniem, błagalnie spojrzałam w górę, jakby tam miała widnieć odpowiedź, której szukam do dwóch lat- A teraz pożegnaj się i wracamy do domu szmato- powiedział łamiąc i ciągnąc moje włosy. Złapałam torbę z niewielką ilością zakupów i wstałam z ławki chwiejąc się- Słyszysz już- w moich uszach zabrzmiał męski głos, przestraszona zaczęłam zmierzać alejką w kierunku wyjścia z parku. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie Louis'owi, w którego oczach malowała się złość oraz oziębłość, wzrokiem przekazałam, aby nie robił nic głupiego, jednak to go nie zahamowało. Podszedł do mas, chwytając za ramię mojego ''chłopaka'', odwracają go i z całej siły uderzając w twarz, po której było widać, że już brał. Chłopak otrząsnął się szybko, wymierzając cios w brzuch Louis'a, ten upadł na ziemię, a Jack wykorzystując okazję rzucił się na leżącego, bezbronnego chłopaka uderzając go raz za razem. Próbowałam pomóc brunetowi, jednak Jack skuteczne mi to uniemożliwił, atakując pięścią mój policzek. Wstał i kopnął Louis'a w brzuch.
    - Jeszcze raz się do niej zbliżysz, a cię zabije. Zrozumiałeś?- powiedział i nie czekając na odpowiedź pociągnął mnie w stronę mieszkania.

1 komentarz:

  1. Bosz... niesamowite!!! Kiedy następna część??? Mam nadzieją, że szybko ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie obiektywne opinie dotyczące prowadzenia bloga. Możecie mieć pewność, że każda z nich z pewnością zostanie przeze mnie przeczytana i rozpatrzona:)