Imagin z Louisem cz. 1
~ Twoimi oczami~

Leżałam bezwładnie na łóżku mojego chłopaka, jeśli w ogóle można go tak nazwać, tusz spływał wraz z moimi łzami po polikach. Czułam się okropnie wykorzystana i niedoceniana, wrak człowieka jednym słowem. Ten palant Jack wyszedł jak zwykle po alkohol oraz narkotyki, aby dać mi kolejną dawkę, a potem się zabawić, rano zostawiając mnie nagą i samą i tak w kółko. Kiedyś próbowałam się sprzeciwić, ale pobił mnie i wykorzystał, zadając znacznie większy ból. Przewróciłam się z trudem na poduszce, zobaczyłam butelki stojące od kilku dni, torebeczki po narkotykach i wiele innych rzeczy powodujących bałagan, który mnie otaczał. Udało mi się wstać i w pierwszej chwili skierowałam się do łazienki zahaczając przy okazji o szafę w poszukiwaniu czystych ubrań, których nie było zbyt wiele. Gdy byłam już gotowa, włączyłam pranie, posprzątałam butelki leżące na podłodze i zabierając pieniądze oraz telefon wyszłam zrobić małe zakupy, ponieważ lodówka świeciła pustkami. Założyłam ciemne okulary, buty i zamykając drzwi na klucz wyszłam do sklepu, rozmyślając o tym co by było gdyby....Nagle poczułam uderzenie, w tym samym momencie upadając na ziemię, a moje okulary spadły, w przypływie paniki odruchowo zakryłam twarz włosami.
- Nie- odburknęłam podnosząc okulary i błyskawicznie je zakładając.
- Jak masz na imię?- spytał po chwili wahania, obdarzając mnie ciepłym uśmiechem.
- Nie twój interes. Muszę już iść- powiedziałam przeciskając się obok niego przez tłum ludzi.
- Poczekaj!- krzyknął, kiedy najprawdopodobniej nie stracił mnie z pola widzenia.
- Dowiem się wreszcie jak masz na imię?- spytał przesyłając mi uroczy uśmiech.
- [T/I]- oddałam uśmiech podając w tym samym momencie rękę szarookiemu, ale dopiero teraz dostrzegłam w nich przebłyski niebiańskiego błękitu.
-Pięknie imię dla pięknej kobiety- Wraz z wypowiedzeniem tych słów przez chłopaka, odczułam, że na moje policzki wlewa się rumieniec- Miło mi. Jestem Louis- Mówiąc to uniósł delikatnie moją dłoń i musnął ją swoimi ciepłymi wargami. Poczułam, iż piekąca czerwień nie schodzi z moje twarzy, powodując uśmiech na twarzy Louis'a. Chłopak rozpoczął następnym zdaniem nasz, trwającą pół godziny rozmowę o wszystkim i o niczym, wtedy...
- Tu jesteś- usłyszałam za plecami głos Jack'a. Moje oczy napełniły się prażeniem, błagalnie spojrzałam w górę, jakby tam miała widnieć odpowiedź, której szukam do dwóch lat- A teraz pożegnaj się i wracamy do domu szmato- powiedział łamiąc i ciągnąc moje włosy. Złapałam torbę z niewielką ilością zakupów i wstałam z ławki chwiejąc się- Słyszysz już- w moich uszach zabrzmiał męski głos, przestraszona zaczęłam zmierzać alejką w kierunku wyjścia z parku. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie Louis'owi, w którego oczach malowała się złość oraz oziębłość, wzrokiem przekazałam, aby nie robił nic głupiego, jednak to go nie zahamowało. Podszedł do mas, chwytając za ramię mojego ''chłopaka'', odwracają go i z całej siły uderzając w twarz, po której było widać, że już brał. Chłopak otrząsnął się szybko, wymierzając cios w brzuch Louis'a, ten upadł na ziemię, a Jack wykorzystując okazję rzucił się na leżącego, bezbronnego chłopaka uderzając go raz za razem. Próbowałam pomóc brunetowi, jednak Jack skuteczne mi to uniemożliwił, atakując pięścią mój policzek. Wstał i kopnął Louis'a w brzuch.
- Jeszcze raz się do niej zbliżysz, a cię zabije. Zrozumiałeś?- powiedział i nie czekając na odpowiedź pociągnął mnie w stronę mieszkania.
- Jeszcze raz się do niej zbliżysz, a cię zabije. Zrozumiałeś?- powiedział i nie czekając na odpowiedź pociągnął mnie w stronę mieszkania.
Bosz... niesamowite!!! Kiedy następna część??? Mam nadzieją, że szybko ;)
OdpowiedzUsuń