piątek, 13 września 2013
Rozdział Czwarty
~Harry~
Wyszedłem z buchającego parą pomieszczenia. Na tyłku miałem jedynie bokserki. Usłyszałem kroki na korytarzu i chwilę później zobaczyłem Katy i Camillę.
- Co ty do jasnej cholery masz na sobie?- Camilla spojrzała na mnie kątem oka.
- No... nic. Nic oprócz bokserek... Co w tym złego? Przecież mógłbym wcale ich na sobie nie mieć- poruszyłem znacząco brwiami.- Ale jeżeli wolisz taką opcję...- w tym momencie zahaczyłem palcami o gumkę od bokserek.
- Nie! Nie, proszę...- Camilla spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Wzruszyłem ramionami i podążyłem za dziewczynami do pokoju Camilli. W tym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- z dołu dało się słyszeć głos Mulata. Usiedliśmy na łóżku a ciszę panującą w domu zagłuszył pisk kobiety.
- Kto to jest?! Camilla!- tak, to zdecydowanie nikt inny, jak mama Camilli we własnej osobie. Camilla zerwała się na równe nogi i czym prędzej pognała na dół.
~Camilla~
Nie da się ukryć, że byłam przerażona słysząc krzyk rodzicielki.
- T-to jest Zayn...- objęłam wystraszonego chłopaka ramieniem i odsunęłam, stając z mamą twarzą w twarz.
- Niewiele mi to mówi... Czemu on jest półnagi?- mama zerknęła na bruneta.
- On się kąpał... Na górze jest Harry i...
- W moim domu jest tego więcej?!- wskazała palcem zdezorientowanego Malika.
- Spokojnie... Oni się tylko kąpali...
- Kąpali? Kąpali po czym? Dobrze... Nie mów... Zresztą chyba wolałabym nie wiedzieć- zmierzyła Zayna złowrogim spojrzeniem.- Ale tak... Z dwoma na raz?
- Jest jeszcze Katy, ale... Nie, to nie tak jak myślisz! Może rzeczywiście sytuacja jest odrobinkę jednoznaczna...- mama przerwała mi melodyjnym śmiechem i zręcznie wymijając mnie w drzwiach, wprowadziła do domu mojego młodszego brata.
- Twoja mama jest wyjątkowo bezpośrednia- Malik delikatnie się uśmiechnął, kiedy mama zniknęła za drzwiami kuchni. Wprowadziłam Zayna na górę i bezsilnie opadłam na łóżko.
- A ubrać się to nie łaska, idioci?!- wybuchnęłam w pewnym momencie.
- W co, jeśli można wiedzieć?- Harry uniósł brwi ku górze.
- No... No tak... Zaraz wam coś dam- westchnęłam i wstałam z miejsca, kierując się w stronę drzwi. Weszłam do garderoby rodziców i wyjęłam z komody dwie pary dresów i dwie luźne koszulki mojego taty. Wróciłam do pokoju i podałam ubrania chłopakom.
- A teraz się ubierzcie... Początek znajomości z moją mamą nie wyszedł wam najlepiej- pokręciłam głową. Kiedy chłopcy wreszcie mieli na sobie coś poza bokserkami usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Camilciu, zajmiecie się Kacperkiem? Ja niestety muszę wracać do pracy- mama wetknęła głowę przez szparę w drzwiach i odetchnęła z ulgą widząc, że moi towarzysze są już ubrani.
- Tak... Myślę, że tak...- wydukałam niepewnie. Mama wprowadziła do pokoju nie jedno, ale dwójkę dzieci, a mianowicie Kacpra i Maggie.
- Mamo... Miałam zaopiekować się Kacprem. To jest jedno dziecko, nie dwójka, chyba, że Maggie jest tu przez przypadek- spojrzałam na dwulatkę.
- Nie mam gdzie jej zostawić, mama Katy czeka na mnie na parkingu- mama usiłowała wziąć mnie na litość.
- Dobrze, zostaw ich i zniknij mi z oczu- wykonałam teatralny gest dłonią i po chwili liczba osób w pokoju zwiększyła się o dwa małe stworki.
- Camilla!- Kacper znienacka rzucił się na mnie, przewracając mnie na łóżko, dusząc i całując po policzkach. Maggie niepewnie poczłapała do Katy, po chwili naśladując czynność wykonywaną przez mojego brata.
- Twój brat jest do ciebie łudząco podobny. Jesteście tak samo agresywni- Malik usiłował powstrzymać napad śmiechu. Spojrzałam na niego najwredniejszym spojrzeniem, na jakie w tej chwili było mnie stać. Gdy dzieci w końcu zdołały się opanować zapadła niezręczna cisza.
- Jestem głodna- Maggie wodziła wzrokiem to za Harry'm, to za Zaynem.
- I co teraz?- oczy Harry'go w momencie zrobiły się większe.
- Może po prostu damy im jeść...chociażby kanapki- Malik zaczął myśleć racjonalnie, jednak nie potrwało to długo, ponieważ na tej myśli się skończyło.
- Na co macie ochotę?- Katy przytuliła siostrę.
- Na nutellę- mała słodko się uśmiechnęła, a Kacper jej zawtórował.
- Houston mamy problem- powiedziałyśmy chórem.- W takim razie my idziemy do sklepu, a wy...- wskazałam na Owcę i Mulata-...zostaniecie z dziećmi.
Chłopcy spojrzeli po sobie przerażeni, a my nie tracąc czasu wstałyśmy i podeszłyśmy do mojej komody.
- Cóż... Chyba będziesz skazana na noszenie moich ubrań- wzruszyłam ramionami.
- Mieszkam naprzeciwko, pójdę się przebrać do siebie- brunetka słodko się uśmiechnęła i wyszła z pokoju. Zgarnęłam leżące na wierzchu ubrania i udałam się do łazienki, następnie wracając gotowa do wyjścia. Niedługo później pojawiła się również Katy. Po upływie dwóch minut stałyśmy już przed budynkiem. Do sklepu miałyśmy zaledwie 300 metrów, ale znając chłopaków i tak krótki okres czasu, dla nich może być męką.
- W co, jeśli można wiedzieć?- Harry uniósł brwi ku górze.
- No... No tak... Zaraz wam coś dam- westchnęłam i wstałam z miejsca, kierując się w stronę drzwi. Weszłam do garderoby rodziców i wyjęłam z komody dwie pary dresów i dwie luźne koszulki mojego taty. Wróciłam do pokoju i podałam ubrania chłopakom.
- A teraz się ubierzcie... Początek znajomości z moją mamą nie wyszedł wam najlepiej- pokręciłam głową. Kiedy chłopcy wreszcie mieli na sobie coś poza bokserkami usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Camilciu, zajmiecie się Kacperkiem? Ja niestety muszę wracać do pracy- mama wetknęła głowę przez szparę w drzwiach i odetchnęła z ulgą widząc, że moi towarzysze są już ubrani.
- Tak... Myślę, że tak...- wydukałam niepewnie. Mama wprowadziła do pokoju nie jedno, ale dwójkę dzieci, a mianowicie Kacpra i Maggie. - Mamo... Miałam zaopiekować się Kacprem. To jest jedno dziecko, nie dwójka, chyba, że Maggie jest tu przez przypadek- spojrzałam na dwulatkę.
- Nie mam gdzie jej zostawić, mama Katy czeka na mnie na parkingu- mama usiłowała wziąć mnie na litość.
- Dobrze, zostaw ich i zniknij mi z oczu- wykonałam teatralny gest dłonią i po chwili liczba osób w pokoju zwiększyła się o dwa małe stworki.
- Camilla!- Kacper znienacka rzucił się na mnie, przewracając mnie na łóżko, dusząc i całując po policzkach. Maggie niepewnie poczłapała do Katy, po chwili naśladując czynność wykonywaną przez mojego brata.
- Twój brat jest do ciebie łudząco podobny. Jesteście tak samo agresywni- Malik usiłował powstrzymać napad śmiechu. Spojrzałam na niego najwredniejszym spojrzeniem, na jakie w tej chwili było mnie stać. Gdy dzieci w końcu zdołały się opanować zapadła niezręczna cisza.
- Jestem głodna- Maggie wodziła wzrokiem to za Harry'm, to za Zaynem.
- I co teraz?- oczy Harry'go w momencie zrobiły się większe.
- Może po prostu damy im jeść...chociażby kanapki- Malik zaczął myśleć racjonalnie, jednak nie potrwało to długo, ponieważ na tej myśli się skończyło.
- Na co macie ochotę?- Katy przytuliła siostrę.
- Na nutellę- mała słodko się uśmiechnęła, a Kacper jej zawtórował.
- Houston mamy problem- powiedziałyśmy chórem.- W takim razie my idziemy do sklepu, a wy...- wskazałam na Owcę i Mulata-...zostaniecie z dziećmi.
Chłopcy spojrzeli po sobie przerażeni, a my nie tracąc czasu wstałyśmy i podeszłyśmy do mojej komody.
- Cóż... Chyba będziesz skazana na noszenie moich ubrań- wzruszyłam ramionami.
- Mieszkam naprzeciwko, pójdę się przebrać do siebie- brunetka słodko się uśmiechnęła i wyszła z pokoju. Zgarnęłam leżące na wierzchu ubrania i udałam się do łazienki, następnie wracając gotowa do wyjścia. Niedługo później pojawiła się również Katy. Po upływie dwóch minut stałyśmy już przed budynkiem. Do sklepu miałyśmy zaledwie 300 metrów, ale znając chłopaków i tak krótki okres czasu, dla nich może być męką.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)