~Katy~
Delikatnie uchyliłam lewe oko. Na przeciwległym łóżku leżała Camilla. Była sama, chociaż wydaje mi się, że wieczorem zasypiał obok niej Harry. Spojrzałam nieco niżej. Na podłodze leżał wtulony w dywan Owca. Za mną leżał rozwalony Zayn. Niewiele brakowało, a myślę, że podzieliłabym los Stylesa. Popchnęłam Malika w głąb łóżka i wreszcie mogłam się wygodnie ułożyć. Moje oczy ponownie się zamknęły, kiedy...
- Pobudka!- do pokoju z dzikim okrzykiem wpadł Louis. Zayn spojrzał na mnie zdezorientowany, a Harry gwałtownie zerwał się z podłogi. Jedynie Camilla w ogóle się nie poruszyła. Louis wskoczył na łóżko, na którym leżała pogrążona w głębokim śnie Camilla. Zaczął skakać po materacu.
- Spierdalaj!- wydarła się jeszcze zaspana przyjaciółka. Tomlinson puścił to mimo uszu i nie zaprzestawał torturom. Camilla mocno się zamachnęła i z całej siły kopnęła szatyna w krocze. Zwinął się z bólu i opadł na łóżko.
- Nigdy więcej- warknęła i wstała z miejsca.
- Mogłabym zrobić to samo- posłałam Malikowi znaczące spojrzenie.- Mógłbyś się chociaż postarać nie spychać mnie z łóżka- zaznaczyłam.
- Przepraszam- odpowiedział nieco zakłopotany.- Nie jestem przyzwyczajony do spania z dziewczyną.
Reszta zespołu spojrzała na niego z udawanym przerażeniem.
- Debile- westchnął i wstał z łóżka.
- Czemu spałeś na podłodze?- Liam spojrzał na Harry'ego kątem oka.
- Ja... nie wiem- Styles zerknął na Camillę.- Zapewne sam nie spadłem.
- Nie gniewaj się- spojrzała na niego wzrokiem zbitego psa.
- Nie gniewam się- zbliżył się do niej, porwał w ręce poduszkę i cisnął nią w Camillę.
Złapała ją i popatrzyła dookoła, po czym odrzuciła ją w stronę Malika. Mulat w porę usiadł na łóżku i podkulił nogi, aby ochronić siebie i przy okazji również mnie przed lecącym w naszą stronę przedmiotem. Poduszka upadła na podłogę.
- Myślę, że już pora na śniadanie- Liam spojrzał na zegarek.- Jest jedenasta. Na stole w kuchni stoją naleśniki- poinformował i wyszedł z pokoju.
- Zjemy śniadanie i musimy wracać- usiadłam na łóżku.
- Jak się spało w naszej...bieliźnie?- Harry zboczył z tematu.
- Luźno- przyznała Camilla.- Jak dla mnie trochę za bardzo- skrzywiła się.
- Nie narzekaj- pouczyłam przyjaciółkę i wstałam z miejsca. Przeczesałam palcami włosy i zabrałam się za ścielenie łóżka.
- A teraz jemy i spadamy- znacząco spojrzałam na przyjaciółkę. Niechętnie wstała i udała się w stronę krzesła, na którym wczoraj pozostawiłyśmy swoje ubrania. Wzięła koszulkę, szorty i wyszła z pokoju kirując się do jednej z łazienek.
- Naprawdę nie zostaniecie dłużej?- Zayn posmutniał i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Nie- odpowiedziałam niepewnie.- Moi rodzice nie mają pojęcia gdzie jestem...
Podniosłam z krzesła wczorajszą garderobę i idąc w ślady Camilli wyszłam z pokoju. Wzięłam chłodny prysznic, ubrałam się i uczesałam włosy składaną szczotką, którą zawsze noszę przy sobie, w torebce. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół, do kuchni, w której czuć było zapach naleśników zachęcający do jedzenia. Wszyscy już siedzieli przy dużym, ciemnobrązowym, drewnianym stole. Zajęłam miejsce pomiędzy Camillą i Zaynem. Po skończonym posiłku włożyliśmy naczynia do zmywarki.
- Musimy się zbierać- przypomniałam.
- No to idziemy- Camilla wzruszyła ramionami. Pożegnałyśmy się z chłopakami i udałyśmy się w stronę drzwi.
- Odprowadzimy was- zaoferował Harry ciągnąc Malika za rękę. Mulat ciężko westchnął wyrywając się z uścisku przyjaciela.
- Poradzę sobie- powiedział z wyrzutem i zaczął zakładać buty.
Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się w parku. Zayn nieśmiało dotknął mojej dłoni, po czym czule schował ją w swojej. Harry zbliżył się do Camilli, ale ta odsunęła się od niego na bezpieczną odległość. Minęliśmy fontannę i zobaczyliśmy ,,pole'' dmuchawców. Chłopakom zaświeciły się oczy. Malik delikatnie pociągnął mnie za rękę w stronę tychże dmuchawców. Harry chciał pójść w ślady Zayna, ale Camilla szybko go od siebie odepchnęła, zerwała jeden z dmuchawców i dmuchnęła nim prosto w twarz chłopaka. Styles podbiegł do niej, złapał ją w pasie i wrzucił w największe ich skupisko.
- Idiota! -wrzasnęła i zaczęła otrzepywać się z pyłków dmuchawca. Spojrzałam zaskoczona na Harry'ego i odruchowo schowałam się za Zayna. Chłopak spojrzał na mnie z wyraźnym zadowoleniem, podłożył ręce pod moje uda i po chwili znalazłam się oblepiona pyłkami tuż obok Camilli.
- Kretyn- warknęłam i wstałam z miejsca. Szczątki dmuchawców miałam i na ubraniach i we włosach. Malik roześmiał się, podszedł i złożył na moim policzku słodki pocałunek.
- Kocham cię- uśmiechnął się uroczo. Kochałam ten uśmiech. Za każdym razem kiedy uśmiechał się właśnie w taki sposób, wiedział, że nie będę potrafiła dłużej się na niego gniewać. Malik perfidnie to wykorzystywał.
- Ja ciebie też- odpowiedziałam uśmiechem.
- Rzygam tęczą- rzuciła ironicznie Camilla. Roześmialiśmy się. Zerwałam jeden z niewielu całych dmuchawców i dmuchnęłam na włosy odwróconego tyłem Zayna. Camilla wykorzystała okazję i powtórzyła moją czynność na Harrym.
- Teraz jesteśmy kwita- stwierdziłam- I możemy iść dalej- złapałam Mulata za rękę i wyprowadziłam z powrotem na chodnik. Po około pięciu minutach dotarliśmy pod wysoki apartamentowiec. Wjechaliśmy windą na dziesiąte piętro. Camilla otworzyła drzwi mieszkania.
- Twoich rodziców nie ma w domu?- zapytałam przestępując próg.
- Są w biurze i zostaną tam prawdopodobnie do późnego wieczora- uśmiechnęła się szeroko.
- A Kacper?- kontynuowałam.
- U babci- odpowiedziała krótko i weszliśmy do salonu.- A teraz wy tu grzecznie siadacie a my idziemy się umyć- wzrokiem wskazała nasze oklejone pyłami ubrania.- Ja na dole, Katy na górze.
- Mogę iść z tobą?- Malik uśmiechnął się i przegryzł wargę rzucając w moją stronę zawadiackie spojrzenie.
- Najwyżej po żelki- odsarknęłam i wyszłam z salonu po schodach wchodząc do łazienki na piętrze. Zamknęłam drzwi, puściłam wodę, a po zakończonej kąpieli założyłam za dużą zarówno na mnie jak i na Camillę koszulkę przyjaciółki i z mokrymi włosami wyszłam z łazienki. Zeszłam do salonu, w którym siedzieli chłopcy. Camilli nie było, a oni z zafascynowaniem oglądali rozgrywki piłki nożnej popijając Pepsi wyjęte najprawdopodobniej z lodówki Camilli. Zayn odwrócił się i na mój widok cicho zamruczał.
- Teraz wasza kolej- skierowałam wzrok w stronę łazienki. Malik niechętnie się podniósł. W tym samym momencie do salonu weszła Camilla. Podobnie jak ja miała na sobie jedynie bieliznę i koszulkę.
- Oni piją moje Pepsi- jęknęła akcentując przy tym słowo ,,moje''.- Dlaczego nie interweniujesz?
- Ponieważ to jest twoje Pepsi- tym razem ja postawiłam akcent na ,,twoje''. Zayn zręcznie nas wyminął i skierował się do łazienki na dole. Zaraz po nim wyszedł Harry.
- Skoro ci debile poszli się myć, co zapewne trochę im zajmie, my przeniesiemy się do mojego pokoju?- zaproponowała przyjaciółka. Bez słowa wyszłam z salonu i za Camillą podążyłam do jej pokoju na piętrze.
- Myślę, że już pora na śniadanie- Liam spojrzał na zegarek.- Jest jedenasta. Na stole w kuchni stoją naleśniki- poinformował i wyszedł z pokoju.
- Zjemy śniadanie i musimy wracać- usiadłam na łóżku.
- Jak się spało w naszej...bieliźnie?- Harry zboczył z tematu.
- Luźno- przyznała Camilla.- Jak dla mnie trochę za bardzo- skrzywiła się.
- Nie narzekaj- pouczyłam przyjaciółkę i wstałam z miejsca. Przeczesałam palcami włosy i zabrałam się za ścielenie łóżka.
- A teraz jemy i spadamy- znacząco spojrzałam na przyjaciółkę. Niechętnie wstała i udała się w stronę krzesła, na którym wczoraj pozostawiłyśmy swoje ubrania. Wzięła koszulkę, szorty i wyszła z pokoju kirując się do jednej z łazienek.
- Naprawdę nie zostaniecie dłużej?- Zayn posmutniał i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Nie- odpowiedziałam niepewnie.- Moi rodzice nie mają pojęcia gdzie jestem...
Podniosłam z krzesła wczorajszą garderobę i idąc w ślady Camilli wyszłam z pokoju. Wzięłam chłodny prysznic, ubrałam się i uczesałam włosy składaną szczotką, którą zawsze noszę przy sobie, w torebce. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół, do kuchni, w której czuć było zapach naleśników zachęcający do jedzenia. Wszyscy już siedzieli przy dużym, ciemnobrązowym, drewnianym stole. Zajęłam miejsce pomiędzy Camillą i Zaynem. Po skończonym posiłku włożyliśmy naczynia do zmywarki.
- Musimy się zbierać- przypomniałam.
- No to idziemy- Camilla wzruszyła ramionami. Pożegnałyśmy się z chłopakami i udałyśmy się w stronę drzwi.
- Odprowadzimy was- zaoferował Harry ciągnąc Malika za rękę. Mulat ciężko westchnął wyrywając się z uścisku przyjaciela.
- Poradzę sobie- powiedział z wyrzutem i zaczął zakładać buty.
Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się w parku. Zayn nieśmiało dotknął mojej dłoni, po czym czule schował ją w swojej. Harry zbliżył się do Camilli, ale ta odsunęła się od niego na bezpieczną odległość. Minęliśmy fontannę i zobaczyliśmy ,,pole'' dmuchawców. Chłopakom zaświeciły się oczy. Malik delikatnie pociągnął mnie za rękę w stronę tychże dmuchawców. Harry chciał pójść w ślady Zayna, ale Camilla szybko go od siebie odepchnęła, zerwała jeden z dmuchawców i dmuchnęła nim prosto w twarz chłopaka. Styles podbiegł do niej, złapał ją w pasie i wrzucił w największe ich skupisko.
- Idiota! -wrzasnęła i zaczęła otrzepywać się z pyłków dmuchawca. Spojrzałam zaskoczona na Harry'ego i odruchowo schowałam się za Zayna. Chłopak spojrzał na mnie z wyraźnym zadowoleniem, podłożył ręce pod moje uda i po chwili znalazłam się oblepiona pyłkami tuż obok Camilli.
- Kretyn- warknęłam i wstałam z miejsca. Szczątki dmuchawców miałam i na ubraniach i we włosach. Malik roześmiał się, podszedł i złożył na moim policzku słodki pocałunek.
- Kocham cię- uśmiechnął się uroczo. Kochałam ten uśmiech. Za każdym razem kiedy uśmiechał się właśnie w taki sposób, wiedział, że nie będę potrafiła dłużej się na niego gniewać. Malik perfidnie to wykorzystywał.
- Ja ciebie też- odpowiedziałam uśmiechem.
- Rzygam tęczą- rzuciła ironicznie Camilla. Roześmialiśmy się. Zerwałam jeden z niewielu całych dmuchawców i dmuchnęłam na włosy odwróconego tyłem Zayna. Camilla wykorzystała okazję i powtórzyła moją czynność na Harrym.
- Teraz jesteśmy kwita- stwierdziłam- I możemy iść dalej- złapałam Mulata za rękę i wyprowadziłam z powrotem na chodnik. Po około pięciu minutach dotarliśmy pod wysoki apartamentowiec. Wjechaliśmy windą na dziesiąte piętro. Camilla otworzyła drzwi mieszkania.
- Twoich rodziców nie ma w domu?- zapytałam przestępując próg.- Są w biurze i zostaną tam prawdopodobnie do późnego wieczora- uśmiechnęła się szeroko.
- A Kacper?- kontynuowałam.
- U babci- odpowiedziała krótko i weszliśmy do salonu.- A teraz wy tu grzecznie siadacie a my idziemy się umyć- wzrokiem wskazała nasze oklejone pyłami ubrania.- Ja na dole, Katy na górze.
- Mogę iść z tobą?- Malik uśmiechnął się i przegryzł wargę rzucając w moją stronę zawadiackie spojrzenie.
- Najwyżej po żelki- odsarknęłam i wyszłam z salonu po schodach wchodząc do łazienki na piętrze. Zamknęłam drzwi, puściłam wodę, a po zakończonej kąpieli założyłam za dużą zarówno na mnie jak i na Camillę koszulkę przyjaciółki i z mokrymi włosami wyszłam z łazienki. Zeszłam do salonu, w którym siedzieli chłopcy. Camilli nie było, a oni z zafascynowaniem oglądali rozgrywki piłki nożnej popijając Pepsi wyjęte najprawdopodobniej z lodówki Camilli. Zayn odwrócił się i na mój widok cicho zamruczał.
- Teraz wasza kolej- skierowałam wzrok w stronę łazienki. Malik niechętnie się podniósł. W tym samym momencie do salonu weszła Camilla. Podobnie jak ja miała na sobie jedynie bieliznę i koszulkę.
- Oni piją moje Pepsi- jęknęła akcentując przy tym słowo ,,moje''.- Dlaczego nie interweniujesz?
- Ponieważ to jest twoje Pepsi- tym razem ja postawiłam akcent na ,,twoje''. Zayn zręcznie nas wyminął i skierował się do łazienki na dole. Zaraz po nim wyszedł Harry.
- Skoro ci debile poszli się myć, co zapewne trochę im zajmie, my przeniesiemy się do mojego pokoju?- zaproponowała przyjaciółka. Bez słowa wyszłam z salonu i za Camillą podążyłam do jej pokoju na piętrze.

A kiedy dalsza część? mam taki niedosyt:D niemoge się doczekać reszty;) świetnie piszesz
OdpowiedzUsuńŚwietne!!! Czekam na kolejną część!!!! :)
OdpowiedzUsuń